Gazeta Wyborcza Olsztyn z dnia 16.06.2006 r., „Krowy na zabytku”

Właściciel ziemi, na której jest staropruskie, zabytkowe grodzisko, nie może jej uprawiać, ale może wypasać na niej bydło. Nie musi wpuszczać turystów. – To paradoks, kiedy do zabytku mają dostęp tylko krowy – mówi Robert Klimek, społeczny opiekun zabytków archeologicznych na Warmii i Mazurach.

krowy na zabytku

Turyści, którzy w tym sezonie przyjadą do Cerkiewnika pod Olsztynem, nie będą mogli wejść na słynny punkt widokowy Kapelusz – staropruskie, średniowieczne grodzisko. Właściciele terenu, na którym stoi, ogrodzili go płotem. A chętnie odwiedzana przez turystów miejscowość straciła jedną z ważniejszych atrakcji i ulubione miejsce mieszkańców.

Ziemia z Kapeluszem należała kiedyś do PGR. W 1997 roku kupił ją prywatny nabywca. Do niedawna można było zwiedzać grodzisko. Do niedawna – bowiem właściciel ziemi, na co dzień mieszkający w Milanówku pod Warszawą, postawił wysokie ogrodzenie. Na razie z trzech stron, ale widać już przymiarki do całkowitego zagrodzenia terenu. Tuż obok płotu jest tablica z napisem, że obiekt jest wpisany do rejestru zabytków. – Już teraz dostęp do grodziska jest utrudniony. Można je obejść i wejść od tyłu, ale nie ma żadnej ścieżki. Nie słyszałam, żeby właściciel kogoś wyganiał, ale on tu na co dzień nie mieszka – mówi Dorota Mandera, mieszkanka wsi i prezes Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Wsi Cerkiewnik. – Na początku się trochę buntowaliśmy, ale co możemy zrobić?

Inni mieszkańcy Cerkiewnika mówili nam, że bywali wypraszani z terenu. – To bardzo ładne miejsce. Może szkoda, że zostało sprzedane – żałuje Bronisław Borodziewicz, sołtys Cerkiewnika.

Robert Klimek, członek Stowarzyszenia Miłośników Historii i Kultury Prusów Pruthenia, znawca i pasjonat pruskich grodzisk: – To nie powinno mieć miejsca! Na słynny Kapelusz przyjeżdżały nawet wycieczki szkolne. Teraz to już nie będzie możliwe. Niestety, od strony prawnej wszystko jest w porządku, człowiek kupił ziemię i ma prawo robić ze swoją własnością, co chce. Ale moim zdaniem, sprzedając takie miejsca, powinno się robić zastrzeżenie, że właściciel zostawi dostęp do zabytku.

W Agencji Nieruchomości Rolnych w Olsztynie dowiedziałyśmy się, że w akcie sprzedaży tego terenu takiego zastrzeżenia nie było. Nie został w nim nawet odnotowany fakt, że na ziemi znajduje się zabytkowe grodzisko. – Ziemię sprzedawano w czasach, kiedy prawdopodobnie nikt nie zwracał na takie rzeczy uwagi – przyznaje Jerzy Lidacki, kierownik sekcji organizacyjnej ANR.

Arkadiusz Koperkiewicz, inspektor ochrony zabytków z Wojewódzkiego Urzędu Zabytków w Olsztynie, mówi, że grodzisko może być własnością prywatną, a jeśli jest w rejestrze zabytków, musi być tylko udostępniane do celów badawczych i naukowych. – Właściciel nie ma obowiązku wpuszczać ludzi, którzy chcą sobie obejrzeć zabytek. Prawo własności to rzecz święta. Można jedynie liczyć na dobrą wolę właściciela – wyjaśnia Koperkiewicz.

Na Warmii jest kilkadziesiąt grodzisk wpisanych do rejestru zabytków. To pozostałości dawnych pruskich grodów, czyli miejsc obronnych. Większość pochodzi z wczesnego średniowiecza (X-XII wiek). – Niestety, często znajdują się na ziemi jakiegoś rolnika. Nie mogą tej ziemi orać ani uprawiać. Ale mogą ogrodzić ją pastuchem i paść tam bydło. Sytuacja jest paradoksalna, bo do zabytku mają dostęp tylko krowy – mówi Robert Klimek.

Inne zdanie ma Arkadiusz Koperkiewicz: – Mam przykład z Gutowa. Ludzie skarżyli się, że właściciel nie chce wpuszczać na grodzisko, które było na jego polu. Pojechałem tam i okazało się, że to miły człowiek. Ale jak wycieczki idą do tego zabytku, depczą pole i niszczą to, co tam rośnie. Gdy kiedyś zwrócił uwagę grupie szkolnej, to jeszcze został wyzwany. Nic dziwnego, że to ogrodził.

Aleksandra Drzał, Adriana Tomaszewska
fot. P. Skrzydło